Barwnie ubrani, obwieszeni kolorowymi koralikami, z rozciągniętymi niesamowicie małżowinami usznymi. Masajowie są wizytówką Afryki. Rozpoznają ich nawet osoby nie interesujące się Czarnym Kontynentem.
Jeśli zamieszkacie kiedyś w Kenii lub Tanzanii i stwierdzicie, że waszym powołaniem jest hodowla bydła, nie zdziwcie się, jak w pewnym momencie wasze stado znacznie się uszczuplać. I wcale nie musi to być wina grasujących po sawannie dzikich zwierząt. Sprawcami mogą być przemierzający okolice Masajowie, którzy wasze krowy dołączą do swoich. Kradzież? Z pewnością nie według Masajów. Oni wierzą, że bóg Enkai podarował im kiedyś całe bydło świata, więc tak naprawdę odbierają po prostu to, co do nich należy.
Bez paszportu między granicami
Masajowie są wciąż wierni swojemu półkoczowniczemu trybowi życia. Przysparzają tym samym utrapienia urzędnikom, którzy uwielbiają porządek. Bo do jakiego miejsca przyporządkować takich Masajów? Raz są tutaj, a potem kilkadziesiąt kilometrów dalej. Dodatkowo, w trakcie swoich wędrówek ze stadem przekraczają granice państw, nie posiadając i nie okazując żadnych dokumentów. Między innymi dlatego też, nie ma spójnych danych określających liczbę Masajów – źródła mówią o populacji od pół do prawie miliona.
Pyszna krew po ciężkiej nocy
Ważne wydarzenia, takie jak narodziny dziecka, czy obrzezanie (dotyczy ono zarówno chłopców, jak i dziewczynek) są wśród Masajów okazją do kosztowania niecodziennego napoju – krwi bydła, która jak wierzą, ma również właściwości uodparniające. Do tego napoju odwołują się także po długiej nocy z alkoholem jako remedium na kaca.
W trakcie naszej wyprawy do Tanzanii, my również spotkaliśmy się z Masajami. Zobacz nasze zdjęcia z tego kraju.
Źródła: Real life adventure travel, Wikipedia, Magazyn „Traveler” nr 10(59)
