Mocne nogi, mocne nerwy

Chyba każdy, kto regularnie staje na bieżni, marzy, żeby kiedyś pobiec ramię w ramię z Usainem Boltem (chociaż dla większości ramię w ramię skończyłoby się pewnie w momencie przekroczenia linii startu).

Kto ma ochotę zrealizować to marzenie, niech czym prędzej rezerwuje bilet na czerwiec 2013 do Kenii. Kraj ten, przez wiele lat będący przede wszystkim mekką miłośników safari, wykorzystując sukcesy swoich biegaczy w międzynarodowych zawodach, stara się budować pozycję lidera w niszowym sektorze turystyki sportowej. W ramach promocji tego sektora narodził się pomysł organizowania „The World’s Wildest Marathon”, czyli Najdzikszego Maratonu Świata.

Bieg z dreszczykiem emocji

Maraton jest przeznaczony nie tylko dla tych o mocnych nogach, ale i mocnych nerwach. Trasa prowadzi przez rezerwat dzikiej zwierzyny Masai Mara, do którego, o ile ktoś miał dotychczas ochotę się zapuścić, to tylko samochodem z napędem na 4 koła. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że na trasie będziemy mieli okazję zmierzyć się ze słoniem, nosorożcem, bizonem czy lwem. Nie spotkamy na niej natomiast płotu ani nawet rzeki, która mogłaby odgrodzić nas od dzikiej zwierzyny.

Bieg po kulturę

Maraton co roku przyciąga do Kenii ponad 1600 biegaczy z całego świata, dla których równie ważne jak wystartowanie obok najważniejszych nazwisk środowiska biegowego, jest obcowanie z lokalną kulturą. W biegu bowiem, bardzo często w regionalnych strojach, biorą też udział Masajowie. Po zakończeniu maratonu natomiast sportowcy mogą posilić się specjałami kenijskiej kuchni i podziwiać tradycyjne masajskie tańce. Ci, którym pozostały po maratonie siły, mogą jeszcze trochę pobiegać, tym razem za autografami. Dotychczas zorganizowane zostały 3 edycje, ale biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie turystów, można spodziewać się wielu więcej.